Witajcie!

Dzisiaj wracam z kolejnym, tym razem krótszym wpisem na temat zarządzania czasem. Poprzednie wpisy na ten temat możecie znaleźć tu: Technika Pomodoro oraz Prawo Parkinsona

Wielu z nas zmaga się z ciągłym zabieganiem. Nieustannie musimy wykonywać jakieś zadania. Niektórym czynnościom zmuszeni jesteśmy poświęcić nieco więcej czasu, innym zaś mniej. Odpowiednie planowanie sprzyja produktywności. Jak zatem właściwie rozłożyć nasze obowiązki w czasie?

Zasada 60:40

Zasada, którą Wam teraz opiszę pozwala zaplanować różne czynności z uwzględnieniem czasu na nieprzewidziane sytuacje. Dzięki temu unikniemy niepotrzebnego stresu oraz frustracji co sprzyja większej produktywności. Sama przez wiele lat nieświadomie ją stosowałam. Dopiero niedawno dowiedziałam się, że istnieje taka reguła.

Na czym polega zasada 60:40?

Nigdy nie jesteśmy w stanie wszystkiego w 100% zaplanować. Zawsze pojawią się jakieś zakłócenia. Dzwonek do drzwi przerywający pracę, spóźniający się autobus, albo inne niespodziewane sytuacje.
Zastosowanie 60:40 polega na zastanowieniu się ile czasu poświęcimy na wykonanie konkretnego zadania, a następnie dodanie 40% rezerwy czasowej.

Na przykład, zakładam, że napisanie eseju zajmie mi około godziny. Do 1 godziny dodaję 40% na sytuacje niezaplanowane ( 40% z 60 minut to 24 minuty). Planując zgodnie z regułą 60:40, na napisanie eseju powinnam zaplanować 1h 24min (1 h + 24 min).

Zasadę tę możemy stosować w pracy, w nauce do egzaminów, jak również podczas codziennych czynności takich jak dojazd z domu na uczelnię. W tym przypadku zakładam, że dojazd zajmie mi 30 min, 12 min (40% z 30 min) rezerwuję na korki w mieście, spóźniający się autobus lub przesiadkę. Czyli w sumie powinnam zaplanować sobie 42 minuty na dojazd.

 Czy Wy macie swoje sposoby planowania zadań w czasie? Co sądzicie o zasadzie 60:40?

Trzymajcie się!