Wybiła godzina 14… Niedawno wstałam, wreszcie mogłam się wyspać! Jakie to cudowne uczucie móc obudzić się ze świadomością, że nic dzisiaj nie trzeba robić, a wszystkie sprawy mogą dziać się same. Ominęło mnie śniadanie, ale to nic. Pyszny obiad całkowicie mi je zastąpi. Zaglądam przez okno, obserwując ludzi wokół. Zastanawiam się jak mogę zmarnować ten długo wyczekiwany czas. Może poleżę na balkonie, a może powinnam pospać dalej? Niee! Myślę, że seriale wraz z pudełkiem lodów czekoladowych to najlepsza opcja. Od czego więc zacząć?

Może Was to zdziwi, ale to pewien dzień z mojego życia. Miał on miejsce w dość niedalekiej przeszłości. Zwyczajnie w świecie postanowiłam zmarnować swój czas. Zapewne brzmi to dość dziwnie, szczególnie od osoby, która sporo pisze o własnej organizacji, zachwala bycie rannym ptaszkiem i co rusz wyszukuje nowe metody pozwalające zarządzać własnym czasem. Nie zrozumcie mnie źle, nie zaniechałam wyżej wymienionych czynności, po prostu stwierdziłam, że jednego dnia wrzucę na luz. Tak zwyczajnie w świecie.

Robiąc różne rzeczy, bardzo często mamy tendencje do popadania w dwie skrajności. Albo działamy na pełnych obrotach 24 godziny na dobę, albo nieustannie marnujemy swój czas.

Możemy na przykład całe swoje życie poświęcić nauce. W każdej wolnej chwili oglądać ogromną ilość programów edukacyjnych, przeglądać naukową literaturę, dawać z siebie wszystko by nauczyć się jak najwięcej, w jak najkrótszym czasie. Inni z kolei mogą chcieć skupić całą swoją energię na pracy. Ich marzeniem jest zarabianie dużej ilości pieniędzy, z tego powodu często pracują po 12 godzin, a ponadto przenoszą swoje obowiązki z pracy do domu.

slow life

Są również osoby, które stanowią totalne przeciwieństwo wyżej wymienionych. Ich najlepszym pomysłem na spędzenie wolnego czasu jest ciągłe surfowanie po sieci, oglądanie śmiesznych filmików na You Tubie oraz wyszukiwanie coraz to nowych seriali.

Ja kiedyś należałam do ludzi z ostatniej grupy. Nie było dla mnie problemem siedzieć cały dzień przy komputerze, nie robiąc nic konkretnego. Myślałam, że wolny czas jest właśnie po to aby się relaksować serfując bez celu po sieci. Teraz moje myślenie zmieniło się o 180 stopni. Każdego dnia staram się wyznaczać cele. Wstaje wcześnie, ponieważ rano umysł jest świeższy i szkoda mi marnować dzień. W głowie mam mnóstwo pomysłów, które bardzo często nie pozwalają mi spać po nocach i tylko czekają na realizacje. Ustanawiam sobie tak dużą ilość rzeczy do zrobienia, że czasem nawet nie nadążam za swoimi wymaganiami. W wolne dni nie odpoczywam tylko realizuje swój wcześniej ustalony swój plan. Pytanie tylko czy taka postawa jest właściwa?

Zwolnij, zacznij żyć!

Każdy czasami potrzebuje dnia odpoczynku. I nie jest to nic złego. Działając nieustannie na pełnych obrotach, szybko się wypalimy i stracimy motywacje do realizacji naszych celów. A przecież nie na tym nam zależy. Żadna skrajność nie jest dobra. Ani pracoholizm, ani nieustanne lenistwo.

Ostatnio bardzo zaciekawiła mnie idea slow life. To taki złoty środek między nieustannym zabieganiem, a leniwym trybem życia. Żyjąc w ten sposób możemy cieszyć się z każdej chwili, nie zapominając o dobrej organizacji. Slow life to temat, który w najbliższej przyszłości mam zamiar zgłębić, a następnie podzielić się swoimi przemyśleniami.

Zachęcam Was do świadomej organizacji własnego życia, wykorzystując różne techniki zarządzania czasem. W końcu to jeden z najważniejszych zasobów. Jeśli jednak zdarzy się jeden dzień, w którym nie zrobimy nic i jedyne co będziemy chcieli, to zmarnować swój czas, to nie biczujmy się za to. Takie dni również są potrzebne.

Czy słyszeliście kiedyś o idei slow life? Co o niej sądzicie?

  • Sebastian Bagiński

    Kiedyś obiło mi się to o uszy:) myślę, że czasami narzucamy sobie pewne obowiązki i np. coś co lubimy z „chcę to zrobić” zamienia się w „[koniecznie] muszę to zrobić”… czekam na notkę 🙂

    Seba

  • W moim przypadku organizacja to podstawa, a idea slow life bardzo mi się podoba.